wtorek, 3 stycznia 2012

MEANDRY SPLĄTANYCH LINII - O malarstwie Eugeniusza Gerlacha


MEANDRY SPLĄTANYCH LINII
O malarstwie Eugeniusza Gerlacha

Jest chyba po trosze tak, że sztuka minionych epok wyznacza nam terytoria na przyszłość i że niestety nie do końca jesteśmy wolni. Trudno oderwać się od historycznych osiągnięć wielkich artystów, malarzy, trudno też coś dodać od siebie, kiedy wszystko już zostało stworzone. Ten sposób zachowawczego i roztropnego myślenia stawia nas w szeregu ludzi pogodzonych z losem, jednakże życie niesie ze sobą zaskakujące niespodzianki. Czas, podarowany nam przez Stwórcę, prowokuje odwagę powiedzenia czegoś własnym głosem, a własnym głosem - to znaczy jakimś odrębnym sposobem, rodzącym się z chronicznie odczuwanej samotności. Wrażliwość nie jest cechą wygodną i  wyzwoloną. Ona częstokroć bywa naszym przekleństwem, chociaż stanowi o naszej niepowtarzalności. Kto ją obroni, uniesie i odważnie zarazi twórczym wysiłkiem, ten wychyli się ponad masową przeciętność ludzi ukrytych w pozornie bezpiecznym stadzie.
Obrazy Eugeniusza Gerlacha nasuwają skojarzenia ze znanymi i wyraziście odkrywczymi, awangardowymi zjawiskami malarstwa XX wieku. Artysta dał się uwieść zniewalającemu językowi współczesności, który, trzeba przyznać, z dzisiejszej perspektywy jest już wyraźnie określony i zdefiniowany. Gdzie jest zatem odkrywcza wolność i przestrzeń nieprzewidywalnych penetracji? Gdzie głos artysty wydobywający się z tłumu? Czy na bazie doświadczeń formistów i futurystów, a nawet konstruktywistów, można jeszcze uprawiać swoją prywatną, na wskroś osobistą sztukę? Wydaje się jednak, że tak… Eugeniusz Gerlach, malując obrazy staje się sukcesorem i kontynuatorem tradycyjnych nurtów sztuki XX wieku eksponujących formę, kształt, zwielokrotniających i trzymających w ryzach silną ekspresję czystego koloru apodyktyczną dynamiką linii.  Wiek XX przecież skończył się niedawno, 11 lat temu, i zaczyn zaszczepiony w kulturowy krwioobieg ma swoje, jak się okazuje, dalekosiężne konsekwencje. 
Na płótnach Eugeniusza Gerlacha prowadzona jest jakaś gra, intryga wyższej, artystycznej kategorii. Na pewno chodzi o porządkujące zdyscyplinowanie obrazu, tak, aby motyw był klarowny i jednocześnie by był raczej czysto plastyczną rozgrywką na temat człowieka i natury. Słowo „sztuka” jest bliskoznaczne ze słowem „sztuczny”. Jeden z krakowskich, bardzo znanych i ekspresyjnych malarzy powtarza wciąż, że sztuka jest sztuczna, że to świat wymyślony, wykreowany przez człowieka, wobec tego trudno posądzać sztukę o rozwiązywanie jakiś poważnych i doniosłych czy wręcz ostatecznych spraw. Inny krakowski malarz, z kręgu idealistycznej i objawionej wizji świata, podkreśla wciąż, że sztuka powinna zajmować się jedynie „formami ostatecznymi” w kontekście kresu życia i jego metafizycznej odmiany. Są również ugruntowani w swoich przekonaniach artyści, preferujący ślepą energię jako siłę sprawczą do kreowania i tworzenia. Ta energia zamienia się wprawdzie w zdyscyplinowaną częściowo formę, ale dobrze jest, jeżeli jej obecność w dziele sztuki jest jak najbardziej odczuwalna i pierwotna.
Przyglądając się dorobkowi twórczemu Eugeniusza Gerlacha można zauważyć, że pozostał on wierny pierwszym, istotnym doświadczeniom i odkryciom jeszcze z okresu studiów na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Myślenie i operowanie linią oraz jednocześnie płaszczyzną barwy zaszczepił Gerlachowi z pewnością Wacław Taranczewski, jego akademicki nauczyciel. Oczywiście, uczeń Taranczewskiego bardziej skomplikował ten problem dając się uwieść meandrom splątanych linii. Ten środek wyrazu – linia – jest dla Eugeniusza Gerlacha podstawowym elementem artystycznego rażenia. Obrazy mają być dynamiczne i żywe, ekspresyjne i zadziorne, a przy tym klarowne i skupiające uwagę na dźwięczności koloru. Artysta raz trzyma się natury, a raz od niej ucieka. Chce być wolny i spontaniczny, a jednak pisze: „staram się tworzyć w ciszy i samotności, w dialogu z samym sobą”. Ten dialog, ta rozmowa - im bardziej jest intrygująca i nieprzewidywalna, tym lepiej z pewnością dla odbiorcy i samego twórcy medytującego godzinami, dla dobra sprawy, wokół swoich płócien.
Jak mawiał wielki geniusz malarstwa, Pablo Picasso: „tylko linia nie jest naśladownictwem”. Może właśnie o ten intelektualny rodzaj siły sprawczej chodzi Eugeniuszowi Gerlachowi. I aby w jego samotności jako tako można było znosić uciążliwość i nieuchronne dramaty ludzkiej egzystencji, malarz stara się być radosny i afirmatywny, promieniujący energetyczną muzyką ożywiających wszystko barw.

                                                                                                                        Stanisław Tabisz
                                                                                                               Kraków, 27-28 listopada 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...